Grałem imprezę w zastępstwie w “klubie” Grota. Oczywiście to nie klub tylko marna dyskoteka na Żoliborzu :). Podobno im bardziej wieśniackie disco-polo (“mydełko fa” w wersji “techno”) tym ludzie lepiej się tam bawią. W pewnym momencie znalazłem złoty środek - lata’90 - i przez jakiś czas działało. Co chwila ktoś do mnie podchodził z tekstami typu: “włącz k**wa coś normalnego”, “czy możesz puścić coś fajnego..?”, “zap***dalaj z tym disco-polo a nie jakieś techniawy puszczasz” (wtedy leciał house), “masz jakieś manieczki albo Tiesto? bo ciągle tylko dicho leci”, “nie masz czegoś nowszego, z Eski?”, “weź wyłącz to gówno”, itd… Do tego tragiczne nagłośnienie; echo było takie, że słyszałem wszystko 3 razy; brak odsłuchu :-). Przy dj-ce są nawet przyciski alarmowe do wzywania ochrony jak by “coś” się działo :-P. Nigdy więcej!!!