Grałem imprezę firmową (jaka firma? dobre pytanie…) a dokładniej tzw. “Śledzika” (wigilia firmowa). Było ok 50 osób, densflor w sali barowej, dalej ucztowali goście. Wydawało mi się, że będą głównie jedli i gadali, jak to bywa na tego typu imprezach, ale myliłem się. Większość osób chętnie śmigała po parkiecie. Widać, że zgrana paczka ludzi…
Muzyka to w 90% lata ‘70 i ‘80 (bez polskiej muzyki) czyli generalnie “na poziomie”. Na początku trochę się obawiałem czy dam radę pociągnąć taką muzę przez prawie 8h, ale podołałem temu zadaniu :)
Goście zaczęli przychodzić już o 19:00 i bawili się do ok 3:00. Spakowałem się, odwiozłem sprzęt i położyłem się spać ok 5:00. Impreza fajna, tylko dla mnie strasznie mało opłacalna. Tym razem najgorsza w tym wszystkim okazała się pogoda! Nagły atak zimy… Cały dzień i cała noc ostra śnieżyca i mrozy do -20*C. Pługi nie nadążały odśnieżać Warszawy. A ja letnich oponach :)
Następna impreza: Sylwester 2009/10 @ Rabarbar. Zapraszam!