Mega dziwna i zryta na maxa impreza :-). Robiliśmy z kolegą nagłośnienie na imprezę promocyjną jakiegoś czasopisma “alternatywnego” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Przywieźliśmy masę nagłośnienia, z czego użyte było tylko 2/3 na 1/3 mocy :). Najpierw był pewnego rodzaju performance artystyczny niejakiego Fryderyka, który przez godzinę generował ze swojego laptopa jakieś przeraźliwie drażniące dźwięki… dudnienie, piski, ultradźwięki… Szokujące przeżycie :). Następnie przyszedł DJ, który również z laptopa puszcza jakąś totalnie dziwną muzykę, począwszy od odgłosów miasta, a skończywszy na jakimś francuskim disco z lat ‘70. To było straszne, ale przynajmniej, w odróżnieniu od poprzednika, miało jakiś rytm. No i do tego jakieś dziwne, pulsujące wizualizacje z penisami i krowimi głowami… Masakra! Na szczęście skończyło się ok 24:00… Ciekawe doświadczenie, które potwierdziło moje negatywne nastawienie do sztuki nowoczesnej :)