Tym razem w miarę kameralne wesele w St. Antonio, ok 35 osób. W planach było spokojne przyjęcie ale zrobiła się z tego typowo weselna zabawa. Było fajnie i nie ma co się dużo rozpisywać :-). Zaczęło się kilka minut po 17-stej a skończyło o 24:00. To jest minus robienia przyjęć w miejscach, które zamykają o stałej porze, chociaż dla mnie to chyba plus :). Powrót do domu 2:15.
Dla tych, którzy myślą, że to taki prosty i przyjemny sposób na zarobek - policzcie sobie ile czasu minęło od zakończenia imprezy do powrotu (do domu jechałem z 15 min.). 45 min samodzielnego pakowania sprzętu - a nie było tego dużo (mixer, 3 CD-playery, końcówka, 2 kolumny, statywy, rampa do świateł + 3 światła i kilka case’ów) - który trzeba było zapakować tak, żeby mogła wejść później do auta jeszcze jedna osoba ze swoim sprzętem. Następnie spakowanie połamanego Midaka (: ze sprzętem z Rabarbaru i wypakowanie wszystkiego do jego mieszkania (w bloku - ciężko). No i doliczcie sobie co najmniej tyle samo przed imprezą + min. 30 min. zapas czasu zanim zacznie się wesele. Przy większych imprezach jest ciężko (: